 |
2. Oczywiste obserwacje
Nie istnieje żaden dokument starożytnego świata
poświadczony przez tak wspaniały zestaw świadectw
tekstowych i historycznych, oferujący tak imponujący
materiał historyczny, dzięki któremu może być podjęta
rozumna decyzja. Żaden uczciwy człowiek nie może
odrzucić źródła tego rodzaju. Sceptycyzm wobec
historycznych uwierzytelnień chrześcijaństwa opiera się
na irracjonalnym uprzedzeniu.
Clark Pinnock, profesor McMaster University, Toronto
W mojej próbie obalenia chrześcijaństwa dokonałem
dziewięciu ważnych obserwacji dotyczących
zmartwychwstania:
OBSERWACJA NR 1: Świadectwo
historii
Zanim rozpocząłem badanie problemu zmartwychwstania
Jezusa, nie zdawałem sobie sprawy, że istnieje tak
wiele - historycznych, literackich i prawnych - świadectw,
potwierdzających jego prawdziwość.
Badacz historii Rzymu
Profesor Thomas Arnold, przez czternaście lat
dyrektor szkoły Rugby, autor trzytomowej History of Rome
(Historia Rzymu), kierownik katedry historii nowożytnej
w Oxfordzie, znał dobrze wartość materiału dowodowego
dla ustalenia faktów historycznych.
Ten wielki uczony powiedział: "Od wielu lat badam
historię innych czasów i oceniam świadectwa tych, którzy
o nich pisali, i nie znam żadnego faktu w historii
ludzkości, który byłby udowodniony przez lepszy i pełniejszy
materiał dowodowy wszelkiego rodzaju - zrozumiały dla
uczciwego badacza - niż ten wielki znak, który dał nam
Bóg, że Chrystus zmarł i powstał z martwych".
Krytyk tekstu
Brooke Foss Wescott, uczony angielski, powiedział:
"Gdy weźmie się pod uwagę cały materiał
dowodowy, nie będzie przesadą stwierdzenie, że nie ma
żadnego historycznego wydarzenia lepiej i bardziej
wszechstronnie udowodnionego niż zmartwychwstanie
Chrystusa. Jedynie uprzednie założenie, że musi ono być
fałszywe, może podsunąć myśl o niewystarczalności
dowodu."
Profesor historii starożytności
Dr Paul L. Maier, profesor historii starożytności na
Western Michigan University, stwierdził: "Jeżeli
materiał dowodowy zostanie dokładnie i uczciwie
przebadany, rzeczywiście słuszne jest - według kanonów
badań historycznych - wnioskowanie, że grób, w którym
Jezus został pochowany, był pusty rankiem tej pierwszej
Wielkanocy. I ani strzępek materiału dowodowego, który
przeczyłby temu stwierdzeniu, nie został dotychczas
odkryty w źródłach literackich, inskrypcjach czy
archeologii."
Przewodniczący Trybunału Anglii
Lord Caldecote, przewodniczący Trybunału Anglii,
napisał: "Moja wiara rozwinęła się na podstawie
tego, co - jak sądzę - jest objawione w Biblii. Zwłaszcza
gdy czytałem Nowy Testament - Ewangelie i inne pisma
ludzi, którzy byli blisko Jezusa Chrystusa - uznałem,
że podają one wystarczające i ścisłe dowody na
potwierdzenie przedstawionych w nich faktów (...) Głównym
miernikiem prawdziwości twierdzeń Jezusa Chrystusa jest
Jego zmartwychwstanie. Zawsze, gdy badałem materiał
dowodowy o zmartwychwstaniu, prowadziło mnie to do
uwierzenia w nie, jako w fakt pozostający poza wszelką
dyskusją".
Autorytet prawniczy
Z pewnością człowiekiem wysoce utalentowanym w
dziedzinie badania świadectw historycznych był dr Simon
Greenleaf. Był on sławnym profesorem prawa na
Uniwersytecie Harvarda, następcą sędziego Josepha
Story'ego. Znalezienie się Harvardzkiej Szkoły Prawa w
elitarnej grupie wybitnych szkół prawa w Stanach
Zjednoczonych jest rezultatem wysiłku tych dwóch ludzi.
Greenleaf napisał trzytomowe dzieło pt. A Treatise on
the Law of Evidence (Traktat o prawie dowodowym), które
ciągle jest uważane za jedno z największych z
dziedziny badania świadectw w całej literaturze dotyczącej
procedury prawnej.
Aby ustalić prawdę, Greenleaf przebadał wartość
historycznego materiału dowodowego dotyczącego
zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Zastosował przy tym
metody opisane przez siebie w Traktacie o prawie
dowodowym. Swoje odkrycia zapisał w książce: An
Examination of the Testimony of the Four Evangelists by
the Rules of Evidence Administered in the Courts of
Justice (Badanie świadectwa czterech ewangelistów
zgodnie z zasadami dowodowymi stosowanymi w trybunałach
sprawiedliwości).
Greenleaf doszedł do wniosku, że - według zasad
badania materiału dowodowego w procesach prawnych - dowód
historyczności faktu zmartwychwstania Chrystusa jest
mocniejszy niż jakiegokolwiek wydarzenia w historii.
Minister sprawiedliwości
Anglik, John Singleton Copley, znany także jako Lord
Lyndhurst, uznawany jest za jeden z największych
autorytetów prawniczych w Wielkiej Brytanii. Był
ministrem sprawiedliwości, prokuratorem generalnym, trzy
razy sędzią Sądu Najwyższego Anglii i został wybrany
na rektora Uniwersytetu w Cambridge - piastując w ten
sposób w ciągu swego życia najwyższe urzędy, jakie
można nadać sędziemu w Wielkiej Brytanii.
Po śmierci Copleya wśród jego osobistych papierów
znaleziono zapiski na temat zmartwychwstania w świetle
dowodu prawnego oraz przyczyn, dla których Lord
Lyndhurst został chrześcijaninem: "Wiem doskonale,
czym jest dowód, i mówię wam, taki dowód, jak ten na
zmartwychwstanie, nie został jeszcze obalony".
Lord Darling, przewodniczący Trybunału Anglii,
powiedział kiedyś: "Żaden inteligentny sędzia na
świecie nie mógłby nie wydać werdyktu, że historia
zmartwychwstania jest prawdziwa".
Racjonalistyczny prawnik
Dr Frank Morrison, prawnik wychowany w
racjonalistycznym środowisku, uważał, że
zmartwychwstanie jest jedynie czczym wymysłem, który
psuje wspaniałą historię Jezusa. Czuł, że jest
zobowiązany sam wobec siebie i wobec innych do napisania
książki, która przedstawi prawdę o Jezusie i obali
mit zmartwychwstania.
A jednak, studiując fakty, doszedł do innego wniosku.
Waga materiału dowodowego zmusiła go do stwierdzenia,
że Jezus rzeczywiście powstał z martwych. Morrison
napisał książkę, lecz nie taką, jaką planował.
Jest ona zatytułowana Who Moved the Stone? (Kto przesunął
kamień?). Pierwszy jej rozdział nosi bardzo znaczący
tytuł: The Book That Refused To Be Written (Książka,
która nie pozwoliła się napisać).
Geniusz literacki
C. S. Lewis, były profesor literatury średniowiecznej
i renesansowej Uniwersytetu w Cambridge, pisząc o swoim
nawróceniu na chrześcijaństwo stwierdza, iż wierzył,
że chrześcijanie "nie mają racji".
Przyjęcie chrześcijaństwa było ostatnią rzeczą, której
pragnął Lewis. A jednak: "Na początku 1926 roku
najbardziej zaciekły ateista, jakiego znałem, siedział
w moim pokoju przy kominku i mówił, że materiał
dowodowy historyczności Ewangelii jest rzeczywiście
zadziwiająco dobry. >Dziwna rzecz - kontynuował. -
Cała ta gadanina Frazera o śmierci Boga. Dziwna rzecz.
Prawie wygląda na to, jakby już kiedyś to się wydarzyło<.
Aby zrozumieć niezwykłość jego słów, musiałbyś
znać tego człowieka (który z pewnością do tego czasu
nie okazywał żadnego zainteresowania chrześcijaństwem).
Jeżeli on, cynik nad cynikami, najtwardszy z twardych,
nie czuł się - jakbym to wyraził - >bezpieczny<,
dokąd ja mogłem się zwrócić? Czyż nie było żadnego
wyjścia?"
Po ocenieniu podstaw i materiału dowodowego chrześcijaństwa
Lewis stwierdził, że inne religie "nie mają
takiego historycznego oparcia jak chrześcijaństwo".
Jego znajomość literatury zmusiła go do potraktowania
zapisu Ewangelii jako wiarygodnej relacji. "Byłem
już zbyt doświadczony w krytyce literackiej, by uważać
Ewangelie za mity".
W końcu profesor Lewis podjął rozsądną decyzję:
"Wyobraź sobie mnie, samego w tamtym pokoju w
Magdalen, noc po nocy czującego - kiedykolwiek mój umysł
odrywał się choć na sekundę od pracy - stałe,
nieuchronne zbliżanie się Tego, którego tak gorąco
pragnąłem nie spotkać. W końcu to, czego tak bardzo
się obawiałem, przyszło na mnie. W święto Trójcy Świętej
1929 roku ustąpiłem. Uznałem, że Bóg jest Bogiem i
uklękłem, by się modlić, być może jako najbardziej
przybity i uparty nawrócony w Anglii tej nocy".
Jednym z głównych motywów napisania przeze mnie Sprawy
zmartwychwstania było pragnienie przedstawienia
historycznego materiału dowodowego, który ci ludzie - i
wielu im podobnych - rozważali, zastanawiając się nad
twierdzeniem, że "trzeciego dnia grób był pusty".
OBSERWACJA NR 2:
Zmartwychwstanie zapowiedziane
Chrystus zapowiedział, że zmartwychwstanie trzeciego
dnia. Jego wypowiedzi na ten temat znajdują się we
wszystkich czterech Ewangeliach. Gdy Jezus zbliżał się
do Jerozolimy, wziął na bok Dwunastu i powiedział im:
"Zbliżamy się do Jerozolimy. Syn Człowieczy będzie
wydany na śmierć. Wydadzą Go w ręce pogan na
wyszydzenie, ubiczowanie i ukrzyżowanie. A trzeciego
dnia zmartwychwstanie".
Św. Marek pisze w swojej Ewangelii: "(...) zaczął
ich pouczać, że Syn Człowieczy musi wiele cierpieć,
że będzie odrzucony przez starszych, arcykapłanów i
uczonych w Piśmie; że będzie zabity, ale po trzech
dniach zmartwychwstanie".
Św. Jan potwierdza to: "Jezus dał im taką
odpowiedź: >Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzech
dniach wzniosę ją na nowo<. Powiedzieli do Niego Żydzi:
>Czterdzieści sześć lat budowano tę świątynię,
a Ty ją wzniesiesz w przeciągu trzech dni?< On zaś
mówił o świątyni swego ciała".
OBSERWACJA NR 3:
Historyczna podstawa chrześcijaństwa
Historyczny fakt zmartwychwstania jest podstawą dla
chrześcijaństwa. Mówiąc najprościej,
zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa i chrześcijaństwo są
nierozdzielne. Jedno nie może być prawdziwe bez
drugiego.
Wszystko opiera się na zmartwychwstaniu
Apostoł Paweł podkreślił znaczenie
zmartwychwstania, pisząc: "Jeśli nie ma
zmartwychwstania, to i Chrystus nie zmartwychwstał. A jeśli
Chrystus nie zmartwychwstał, daremne jest nasze
nauczanie, próżna jest także wasza wiara. Okazuje się
bowiem, żeśmy byli fałszywymi świadkami Boga, skoro
umarli nie zmartwychwstają, przeciwko Bogu świadczyliśmy,
że z martwych wskrzesił Chrystusa. Skoro umarli nie
zmartwychwstają, to i Chrystus nie zmartwychwstał. A jeżeli
Chrystus nie zmartwychwstał, daremna jest wasza wiara
(...)".
Dr J. N. D. Anderson, profesor prawa orientalnego i
dyrektor Instytutu Wyższych Studiów Prawniczych
Uniwersytetu Londyńskiego, na zakończenie swoich badań
nad zmartwychwstaniem stwierdził: "Wydaje mi się,
że każdy, kto chociaż raz przeczyta strony Nowego
Testamentu, będzie ogarnięty narzucającym się wrażeniem,
że jest to wiara mocno oparta na pewnych - podawanych
jako historyczne - wydarzeniach. Gdyby te wydarzenia w
rzeczywistości nie miały miejsca, byłaby to wiara fałszywa
i wprowadzająca w błąd. Jeżeli jednak miały one
miejsce - jest to wiara unikatowa w swoim znaczeniu i wyjątkowa
w swoim żądaniu oddania się jej".
Św. Paweł idzie krok dalej i naucza, że
zmartwychwstanie było dowodem, iż Jezus jest Synem Bożym.
Nawet dr David Friedrich Strauss, niewierzący sceptyk,
który gwałtownie krytykował w Ewangeliach wszystko, co
nadprzyrodzone, był zmuszony przyznać, że
zmartwychwstanie jest "probierzem nie tylko życia
Jezusa, lecz także samego chrześcijaństwa". Ono
"jest kluczowe dla całej wiary chrześcijańskiej".
Przy największej nawet ostrożności trzeba stwierdzić,
że Jezus kładł wielki nacisk na swoje zmartwychwstanie.
Oszołomiony Hindus
Wszystko, czego Jezus nauczał, dla czego żył i za
co umarł, było uzależnione od Jego zmartwychwstania.
Wyznawcom innych religii szczególnie trudno jest
zrozumieć tę zależność, ponieważ prawie wszystkie
one oparte są na teologicznych założeniach czy
ideologii, a nie na historycznym fakcie tożsamości
swego założyciela czy na wydarzeniu umiejscowionym w
czasie i przestrzeni. Zależność wiary chrześcijańskiej
od historii sprawia ogromne trudności wielu Hindusom.
Leslie Newbigin opisuje zdziwienie pewnego nauczyciela
Rama-krishna Mission. Ten gorliwy i wykształcony Hindus
był oszołomiony stwierdzeniem pewnego chrześcijanina,
że jego wiara jest oparta na "solidnej historycznej
prawdzie o Jezusie zapisanej w Nowym Testamencie".
Ów Hindus myślał: "Wydawało mi się pewne, że
nie można pozwolić, by tak istotne sprawy prawdy
religijnej były uzależnione od przypadków historii. Jeżeli
prawdy, których Jezus był przykładem i których nauczał,
są prawdziwe, to są prawdziwe zawsze i wszędzie,
niezależnie od tego, czy człowiek zwany Jezusem żył
kiedyś, czy nie".
OBSERWACJA NR 4: Wiara
rozumu
Moja czwarta obserwacja była dla mnie prawdziwym
otwarciem oczu. Dotychczas myślałem, że naśladowcy
Chrystusa są ślepi i ignoranccy. Słowa H. L. Menckena
najlepiej wyrażają moją poprzednią postawę wobec
wiary chrześcijańskiej: "Wiara może być krótko
zdefiniowana jako nielogiczne przekonanie o istnieniu
tego, co nieprawdopodobne".
Im bardziej się zagłębiałem w wiedzę historyczno-biblijną,
tym bardziej uświadamiałem sobie, że chrześcijaństwo
jest "wiarą rozumu". Gdy jakiś człowiek w
Biblii podejmuje wezwanie do naśladowania Jezusa, jest
to wiara intelektu. Jezus powiedział: "(...)
poznacie prawdę (nie: zignorujecie prawdę), a prawda
was wyzwoli".
Pewien znawca Prawa zapytał Jezusa, które przykazanie
jest największe. Jezus odpowiedział: "Będziesz miłował
Pana Boga swego, całym swoim sercem (...) i całym swoim
umysłem". Człowiek nigdy nie musi popełniać
"intelektualnego samobójstwa", gdy chce zaufać
Jezusowi jako swemu Panu i Zbawcy. Wierzący jest wzywany
do gotowości, by zawsze udzielić odpowiedzi (intelektualnej)
na pytanie, dlaczego wierzy.
Dr George Eldon Ladd zauważa: "Wiara chrześcijańska
nie oznacza skoku w ciemność, irracjonalnej łatwowierności,
zaufania wbrew dowodom i wbrew rozsądkowi. Oznacza
wierzenie w świetle faktów historycznych, zgodnie z
materiałem dowodowym, na podstawie świadectw".
OBSERWACJA NR 5: Możliwość
cudów
Trzeba być ostrożnym przy badaniu faktu
zmartwychwstania, by nie wykluczyć go z historii z
powodu uprzedzeń w stosunku do wszystkiego, co wiąże
się z nadprzyrodzonością lub cudem.
Jest pewna postawa, często przyjmowana przez badaczy
historii, którą nazywam "pozostałością Hume'a".
Opiera się ona na argumencie przedstawionym przez
Hume'a, że wiara może być uzasadniona przez
prawdopodobieństwo, a prawdopodobieństwo ma podstawę w
jednolitości i stałości natury. Innymi słowy, mamy
rację wierząc doświadczeniom, które są normalne dla
zwykłych ludzkich przeżyć. Wszystko, co wykracza poza
naturalne doświadczenia - tak jak cuda - powinno być
odrzucone.
Na przykład, co jest bardziej prawdopodobne: to, że świadkowie
zmartwychwstania Jezusa pomylili się, czy to, że Jezus
zmartwychwstał? Według "nowoczesnej naukowej
metody Hume'a" odpowiedź jest oczywista, ponieważ
cuda po prostu nie mogą się wydarzyć.
Naturalne wyjaśnienie
Innym sposobem wyrażania tych uprzedzeń przy
penetracji historii jest twierdzenie, że żyjemy w
zamkniętym wszechświecie, w którym żaden czynnik
nadprzyrodzony nie może interweniować. Inaczej mówiąc,
każde wydarzenie (przeszłe, teraźniejsze i przyszłe)
musi mieć jakieś naturalne wyjaśnienie, co całkowicie
wyklucza działanie jakiejkolwiek siły nadprzyrodzonej.
Niezależnie od tego, co się wydarzyło i jak wiarygodne
są dowody, przyjęcie takiej postawy sprawia, że to, co
nadprzyrodzone lub cudowne, musi być odrzucone.
Wniosek pewnego filozofa
Zostałem poproszony o wykład dla grupy studentów
filozofii, któremu przysłuchiwał się także dziekan
wydziału filozofii. Gdy przedstawiłem literackie i
historyczne świadectwa boskości Chrystusa, ów profesor
zaczął zasypywać mnie pytaniami i zarzutami podważającymi
fakt zmartwychwstania. Po dziesięciu minutach pewien
student przerwał i postawił profesorowi bardzo
interesujące pytanie:
- Panie profesorze, jak pan sądzi, co się wydarzyło
owego ranka?
Profesor spojrzał na mnie, a potem na chłopaka.
- Nie wiem, co się wydarzyło - powiedział ostrożnie.
Potem, zanim student zdążył się odezwać, dodał: -
Lecz to nie było zmartwychwstanie!
- Czy pańska odpowiedź jest rezultatem badania materiału
dowodowego? - zapytał młodzieniec.
Odpowiedź brzmiała: - Nie! Jest ona rezultatem mojego
światopoglądu filozoficznego.
Na innym wielkim uniwersytecie kilku studentów wręczyło
moją pierwszą książeczkę, Evidence That Demands a
Verdict (Dowody, które domagają się decyzji),
dziekanowi wydziału historii z prośbą o ocenę. Po
kilku miesiącach jeden ze studentów odwiedził dziekana
i zapytał o jego opinię.
- Książka ta zawiera jedne z najbardziej przekonujących
argumentów historycznych przemawiających za chrześcijaństwem,
jakie kiedykolwiek czytałem - stwierdził profesor.
Studentowi mocniej zabiło serce. Potem jednak dziekan
dodał: - Nie podpiszę się jednak pod wnioskami, do których
doszedł pan McDowell.
- Dlaczego? - zapytał zdumiony student.
- Z powodu moich poglądów filozoficznych - padła
odpowiedź.
Nie chodziło o brak materiału dowodowego. Wniosek został
wyprowadzony wbrew niemu.
Ograniczenia teorii Hume'a
Dr Lawrence Burkholder, dziekan Wydziału Kościoła w
Harvard Divinity School, przyznaje, iż na jego podejście
do historii wielki wpływ wywarł argument Hume'a twierdzący,
że aby coś było prawdziwe, musi pasować do jednolitości
natury. Po uświadomieniu sobie, że każde wydarzenie
historyczne w pewien sposób odbiega od naturalnych
ludzkich doświadczeń, wyznał on jednak: "Zaczynam
odczuwać ograniczenia Hume'a".
Dr Burkholder twierdzi, że argument Hume'a przeciwko
cudom "ogranicza możliwość zaakceptowania tego,
co w późniejszych chwilach i wydarzeniach odkrywam jako
fakt. On mówi mi, że nie mogę wierzyć w nic, co nie
jest zgodne z poprzednim doświadczeniem. Coraz bardziej
odkrywam jednak, że nie mogę przepowiadać przyszłości.
Stwierdzam, że jestem coraz bardziej powściągliwy, gdy
przychodzi powiedzieć, co jest możliwe, a co nie; co się
może wydarzyć w przyszłości, a co nie może. Ta sama
powściągliwość - z mojej strony - zaczyna także
przejawiać się w obawach przed mówieniem, co mogło, a
co nie mogło się wydarzyć w przeszłości".
Profesor Burkholder dodaje: "Wydaje mi się, że mam
pewne prawo, by być otwartym na możliwość, iż mogło
się wydarzyć coś, co przez analogię nazywamy
zmartwychwstaniem".
Profesor Clark Pinnock, mówiąc o metodologii Hume'a i o
dostrzeganiu w wydarzeniach cech jedynie naturalnych,
zauważa: "Doświadczenie przeciwne cudom byłoby
jednolite wtedy, gdybyśmy wiedzieli, że wszystkie
doniesienia o cudach są fałszywe - a tego nie wiemy.
Nikt nie ma nieomylnej wiedzy na temat praw natury, by mógł
wykluczyć od początku samą możliwość
nadprzyrodzonych wydarzeń. Nauka może nam powiedzieć,
co się wydarzyło, lecz nie może powiedzieć, co może
- albo co nie może - się wydarzyć. Nauka obserwuje
wydarzenia; ona ich nie stwarza. Historyk nie decyduje o
tym, co historia może zawierać; jest otwarty na to, o
czym mówią świadectwa. Powoływanie się na Hume'a
jest dowodem niezrozumienia historii".
Dr Wolfhart Pannenberg z Uniwersytetu Monachijskiego
dodaje: "Odpowiedź na pytanie (...) czy coś
wydarzyło się, czy nie w jakimś konkretnym czasie
przed jakimś tysiącem lat, może być oparta jedynie na
argumencie historycznym".
Potrzeba badania historycznego
Dr John Warwick Montgomery, pisząc o tych, którzy
stale powołują się na zamknięty system wszechświata
(wszystkie wydarzenia muszą mieć jakieś naturalne wyjaśnienie),
stwierdza z naciskiem: "Od czasów Einsteina żaden
współczesny (człowiek) nie ma prawa wykluczania możliwości
jakichś wydarzeń na podstawie uprzedniej znajomości
praw natury. Jedynym sposobem dowiedzenia się, czy jakieś
wydarzenie może mieć miejsce, jest zbadanie, czy
rzeczywiście miało ono miejsce. Tak więc problem cudów
musi być rozstrzygnięty w zakresie badań
historycznych, nie w zakresie filozoficznych spekulacji".
Wraz z przeminięciem epoki odkryć Newtona musimy
zostawić miejsce dla nieprzewidzianych, niespodziewanych
i nieobliczalnych zjawisk we wszechświecie.
Dr Vincent Taylor, znany krytyk Nowego Testamentu,
ostrzega przed zbyt wielkim dogmatyzmem. Pisze na temat
ograniczeń nauk przyrodniczych w ocenie cudów: "W
ostatnich pięćdziesięciu latach zbyt często byliśmy
zaskakiwani odkryciami, które kiedyś były uznawane za
niemożliwe. Dożyliśmy ogłoszenia wiadomości o
rozszczepieniu atomu, uznania przez przyrodników wszechświata
za >raczej wielką myśl niż wielką maszynę<. Ta
zmiana poglądów nie zmusza oczywiście do powszechnej
wiary w cuda, lecz oznacza, że - przy odpowiednich
warunkach - cuda nie są niemożliwe; żaden przyrodniczy
ani filozoficzny dogmat nie stoi temu na przeszkodzie".
Francuz Ernest Renan nie wierzył w zmartwychwstanie
Jezusa Chrystusa. Przyznał, że zaczął swoje badania
nad Jego życiem z założeniem wstępnym: "Nie ma
czegoś takiego jak cud. Dlatego zmartwychwstanie nie miało
miejsca". Postawa taka nigdy nie byłaby tolerowana
w procesie sądowym. Wniosek, który wyciągnął Renan w
sprawie zmartwychwstania Chrystusa, był oparty nie na
badaniu historycznym, lecz raczej na spekulacji
filozoficznej.
Taka postawa umysłu przypomina człowieka, który mówi:
"Podjąłem już decyzję - nie wprowadzajcie
zamieszania faktami".
OBSERWACJA NR 6: Fakt,
nie fabuła
Ważnym argumentem było dla mnie spostrzeżenie, że
wyznawcy Jezusa Chrystusa znali różnicę między faktem
a fabułą, między rzeczywistością a fantazją. Często
słyszałem oskarżenia, że ludzie w czasach Chrystusa
byli skłonni do wiary w mity. Między innymi Rudolf
Bultman chce, abyśmy uwierzyli, że współcześni
Jezusowi ludzie byli naiwni i prymitywni. Badania wykazują
jednak, że twierdzenie o naiwności ludzi pierwszego
wieku jest mocno przesadzone.
Apostoł Piotr napisał: "Nie za wymyślonymi bowiem
mitami postępowaliśmy wtedy, gdy daliśmy wam poznać
moc i przyjście Pana naszego Jezusa Chrystusa, ale
nauczaliśmy jako naoczni świadkowie (...)". Apostoł
Paweł ostrzegał ludzi, by nie zajmowali się
"(...) baśniami i genealogiami bez końca".
Chociaż ludzie w pierwszym wieku nie mieli takiej wiedzy
na temat wszechświata i praw natury, jaką my mamy
dzisiaj, wiedzieli z pewnością, że niewidomy od
dziecka człowiek zazwyczaj do śmierci pozostaje
niewidomy. Byli więc zdziwieni, gdy Jezus uzdrowił ślepca.
"Od wieków nie słyszano, aby ktoś otworzył oczy
niewidomemu od urodzenia" - mówili.
Wiedzieli także, że ludzie martwi "mają skłonność"
do pozostawania martwymi. Sposób potraktowania św. Pawła
na Areopagu w Atenach pokazuje, że w starożytnym świecie
ludziom tak samo trudno było uwierzyć w
zmartwychwstanie jak nam dzisiaj.
Poza tym św. Tomasz, nazwany "Niewiernym Tomaszem",
powiedział: "Słuchajcie, nie każdego dnia ktoś
powstaje z martwych. Muszę mieć jakiś dowód".
Stwierdził stanowczo: "Jeżeli na rękach Jego nie
zobaczę śladu gwoździ, (...) i nie włożę ręki
mojej do boku Jego, nie uwierzę".
Po kilku dniach Jezus powiedział Tomaszowi: "
>Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce.
Podnieś rękę i włóż ją do mego boku, i nie bądź
niedowiarkiem, lecz wierzącym!< Tomasz Mu odpowiedział:
>Pan mój i Bóg mój!<".
OBSERWACJA NR 7:
Nieskuteczność metody przyrodniczej
Wielu ludzi twierdzi, że nic nie może być przyjęte
za prawdę, jeżeli nie może być udowodnione metodami
nauk przyrodniczych. Gdy wykładam na temat historycznych
aspektów zmartwychwstania na uniwersytetach, zawsze
pojawia się pytanie: "Czy możesz to udowodnić
metodami nauk przyrodniczych?" Natychmiast
odpowiadam: "Nie". Nowoczesne metody
przyrodnicze nie znajdują zastosowania przy badaniu
prawdziwości wydarzeń dotyczących śmierci, pogrzebu i
zmartwychwstania Jezusa Chrystusa, bowiem nie są w
stanie ich zbadać.
Obserwacja przez powtarzanie
Dowód przyrodniczy polega na wykazaniu, że coś jest
faktem, przez przeprowadzenie eksperymentu w obecności
osoby kwestionującej ten fakt. W tym celu stwarza się
kontrolowane środowisko, dokonuje się obserwacji,
zapisuje wyniki i weryfikuje empirycznie hipotezy. "Metoda
przyrodnicza (...) jest związana z pomiarem zjawisk,
eksperymentem i powtarzaną obserwacją". Dr James B.
Conant, były rektor Harvardu, pisze: "Nauki
przyrodnicze to zestaw wewnętrznie powiązanych
koncepcji i schematów myślowych, które powstały w
wyniku doświadczeń i obserwacji".
The Basic Dictionary of Science (Podstawowy słownik nauk
przyrodniczych) opisuje wiedzę przyrodniczą jako "wiedzę
opartą na obserwowaniu i testowaniu faktów". The
Harper Encyclopedia of Science opisuje metodę
przyrodniczą jako "technikę kontrolowanej
obserwacji stosowanej w poszukiwaniu wiedzy".
Nauki przyrodnicze są ograniczone
Główną siłą nauk przyrodniczych jest gromadzenie
pomiarów z powtarzanych obserwacji i testowania hipotez.
Dlatego nowoczesna metoda przyrodnicza jest możliwa do
stosowania jedynie dla wydarzeń czy faktów
powtarzalnych. Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa, jako
nadprzyrodzone wydarzenie w historii, leży poza zasięgiem
badań nauk przyrodniczych z powodu niemożliwości powtórzenia
go w kontrolowanym środowisku. W książce Więcej niż
cieśla przedstawiam dokładniej różnicę między
przyrodniczą a prawniczą metodą dochodzenia do prawdy.
OBSERWACJA NR 8:
Kryteria historyczne
Zmartwychwstanie Chrystusa musi być badane przy
zastosowaniu tych samych kryteriów, które stosuje się
do każdego innego wydarzenia w historii. Naśladowcy
Jezusa twierdzili, że Jezus "(...) po swojej męce
dał wiele dowodów, że żyje (...)". Św. Łukasz
posłużył się tutaj słowem tekmerion, które oznacza
"możliwy do zademonstrowania dowód". Wiara
pierwotnego Kościoła była więc oparta na
rzeczywistych doświadczeniach.
Stało się dla mnie jasne, że jeżeli mam odkryć, co
rzeczywiście się wydarzyło w pierwszy poranek
Wielkanocny, muszę stosować w moich poszukiwaniach
historyczne kryteria prawdy.
Potrzeba wystarczającego materiału dowodowego
Żyjemy w świecie, który domaga się odpowiedniego
materiału dowodowego, zanim w coś uwierzy. Zadaniem tej
książki jest przedstawić taki materiał w sprawie
zmartwychwstania.
Wolfhart Pannenberg jest profesorem teologii
systematycznej na uniwersytecie w Monachium. Zajmuje się
głównie problemem związku między wiarą a historią.
Ten wielki uczony powiedział: "To, czy
zmartwychwstanie Jezusa miało miejsce, czy nie, jest
pytaniem historycznym i historyczny problem w tym miejscu
jest nie do uniknięcia. Tak więc problem ten musi być
rozwiązany na poziomie argumentów historycznych".
Do materiału dowodowego należy podchodzić z uczciwym,
szczerym poglądem na historię. Badanie nie może być
poprzedzone przyjęciem z góry określonych koncepcji
czy wniosków. Trzeba pozwolić, by materiał dowodowy
przemawiał sam za siebie.
Historyk Ronald Sider pisze o konieczności zachowania
obiektywizmu w badaniach historycznych: "Co powinien
zrobić krytyczny historyk, gdy materiał dowodowy
wskazuje bardzo wyraźnie na prawdziwość wydarzenia, które
jest sprzeczne z jego oczekiwaniami i jest przeciwne
naturalistycznemu spojrzeniu na rzeczywistość? Otóż
twierdzę, że musi on iść w ślad za swoimi krytycznie
zanalizowanymi źródłami. Nienaukowe jest rozpoczynanie
od filozoficznego założenia wstępnego, iż cuda nie
mogą się wydarzać. Jeżeli nie unikniemy takiego
jednostronnego założenia wstępnego, interpretacja
historii stanie się jedynie propagandą.
Mamy prawo domagać się dobrego materiału dowodowego
dla wydarzenia, którego nie widzieliśmy, lecz nie możemy
sądzić rzeczywistości przez nasze ograniczone doświadczenie.
I chciałbym stwierdzić, że mamy dobry materiał
dowodowy dotyczący zmartwychwstania Jezusa z Nazaretu".
Właściwe podejście
Historyk z Erlangen, Ethelbert Stauffer, również
przedstawia swoje myśli na temat podejścia do historii:
"Co robimy my (jako historycy), gdy doświadczamy
niespodzianek, sprzeciwiających się wszystkim naszym
oczekiwaniom, może wszystkim naszym przekonaniom, a
nawet całemu naszemu rozumieniu prawdy? Mówimy to, co
pewien wielki historyk zwykł mawiać w takich sytuacjach:
>Z pewnością jest to możliwe<. Dlaczegóż by
nie? Dla krytycznego historyka nic nie jest niemożliwe".
Philip Schaff, także historyk, dodaje do powyższego:
"Celem historyka nie jest konstruowanie historii według
przyjętych z góry koncepcji i dostosowywanie jej do
swoich własnych upodobań, lecz odtworzenie jej z
najlepszych świadectw i pozwolenie im, aby mówiły same
za siebie".
Jeżeli mamy oceniać historyczność Jezusa, powinniśmy
być równie bezstronni, jak w stosunku do każdej innej
postaci w dziejach. Dr F. F. Bruce z Uniwersytetu
Manchester w Anglii stwierdza, że "Historyczność
Chrystusa jest tak oczywista dla historyka pozbawionego
uprzedzeń jak historyczność Juliusza Cezara. To nie
historycy rozpowszechniają teorie przedstawiające
Chrystusa jako mit".
Postawa krytyczna
Ostatecznym testem historycznym sprawy
zmartwychwstania jest to, czy związane z nim wydarzenia
są potwierdzone przez materiał dowodowy.
W tym miejscu trzeba podkreślić, iż należy szczególnie
troskliwie i uważnie badać dane dotyczące
zmartwychwstania Chrystusa. Krytyczny historyk będzie
chciał dokładnie sprawdzić świadectwa, potwierdzić
śmierć zadaną przez ukrzyżowanie, zbadać procedury
pogrzebowe, poświadczyć doniesienia o tym, że Jezus był
żywy trzeciego dnia i że grób był pusty. Potem należałoby
dokładnie rozważyć wszystkie możliwe wyjaśnienia
powyższych wydarzeń. Następnie konieczne byłoby
rozpatrzenie jeszcze innych dotyczących tej sprawy dowodów
i wyciągnięcie odpowiedniego wniosku.
Czy brzmi to interesująco? Taką właśnie procedurę
chcę przeprowadzić na następnych stronach tej książki.
OBSERWACJA NR 9:
Rzetelny dokument historyczny
Nowy Testament jest głównym źródłem informacji
historycznych na temat zmartwychwstania. Z tego powodu
wielu krytyków XIX i XX wieku atakowało jego rzetelność
i autentyczność. Zasada "starożytnego dokumentu"
zawarta w Federal Rules of Evidence (Federalnych zasadach
postępowania dowodowego) pozwala na uwierzytelnienie
dokumentu przez wykazanie, że:
1) jest on w takim stanie, że nie stwarza żadnego
podejrzenia co do swojej autentyczności;
2) znajdował się w miejscu, w którym - jeżeli jest
autentyczny - powinien się według wszelkiego
prawdopodobieństwa znajdować;
3) w czasie, w którym ktoś się na niego powołuje,
jego istnienie jest znane przynajmniej od dwudziestu lat.
Dr John Warwick Montgomery, prawnik i dziekan Szkoły
Prawa Simona Greenleafa, pisał o zastosowaniu powyższej
zasady do dokumentów Nowego Testamentu: "Ta zasada,
zastosowana do Ewangelii i poparta odpowiedzialną krytyką
tekstu, ustaliłaby autentyczność w każdym sądzie".
F. C. Bauer, wraz z innymi krytykami, przyjmował jednak,
że Nowy Testament został napisany dopiero pod koniec
drugiego wieku. Uważał, że pisma te pochodziły głównie
z mitów czy legend, które rozwinęły się w długim
okresie między śmiercią Jezusa a spisaniem owych
opowieści.
Datowanie Nowego Testamentu
Pod koniec XIX wieku odkrycia archeologiczne
potwierdziły jednak dokładność i rzetelność rękopisów
Nowego Testamentu. Odnalezienie wczesnych rękopisów
papirusowych (manuskrypt Johna Rylanda, 130 rok po Chr.;
papirus Chestera Beatty'ego, 155 rok po Chr. i II papirus
Bodmera, 200 rok po Chr.) wypełniło lukę między
okresem życia Chrystusa a czasem, z którego pochodzą późniejsze
manuskrypty. Dokładne informacje na temat odkryć różnych
rękopisów znajdują się w mojej pierwszej książce
>Dowody, które domagają się decyzji<.
Odkrycia te wzmocniły przekonanie uczonych co do
rzetelności Biblii. William Albright, czołowy archeolog
zajmujący się tematyką związaną z wydarzeniami
opisanymi w Biblii, powiedział: "Możemy już z
pewnością stwierdzić, że nie ma żadnej solidnej
podstawy do tego, by datować którąkolwiek z ksiąg
Nowego Testamentu na okres po 80 roku po Chr., czyli dwa
pełne pokolenia przed latami 130-150, podawanymi przez
bardziej radykalnych krytyków Nowego Testamentu".
Wraz z odkryciami papirusów ujrzało światło dzienne
wiele innych rękopisów. Dr John A. T. Robinson, wykładowca
w Trinity College, Cambridge, jest od wielu lat jednym z
najwybitniejszych angielskich badaczy. Robinson akceptował
zgodne stanowisko krytyków niemieckich twierdzących, że
Nowy Testament został napisany wiele lat po śmierci
Chrystusa, pod koniec drugiego wieku. Lecz uczony, na
zasadzie "żartu teologicznego", zdecydował się
zbadać argumenty przemawiające za wcześniejszym
datowaniem ksiąg Nowego Testamentu - wkraczając na pole
badań "nie tknięte" od przełomu XIX i XX
wieku.
Rezultaty oszołomiły go. Stwierdził, że w wyniku
"lenistwa" uczonych, "tyranii nie
sprawdzonych założeń wstępnych" i "niemal
rozmyślnej ślepoty" dawniejszych badaczy utrwaliło
się w XX w. wiele wniosków przejętych z przeszłości,
które są dzisiaj nie do utrzymania. Stwierdził, że
Nowy Testament jest dziełem samych Apostołów lub współczesnych
im ludzi, którzy z nimi współpracowali, i że
wszystkie księgi Nowego Testamentu - włączając
Ewangelię wg św. Jana - musiały zostać napisane przed
A. D. 64.
Robinson rzucił wyzwanie swoim kolegom, by spróbowali
mu udowodnić, że nie ma racji. Jest przekonany, że jeżeli
uczeni powrócą do tego problemu, rezultaty zmuszą ich
do "opracowania na nowo wielu wprowadzeń do Nowego
Testamentu i w konsekwencji także teologii".
Autorytet rękopisów
Gdy ukończyłem moje badania nad rzetelnością
Biblii i oddawałem w 1973 roku do druku Dowody, które
domagają się decyzji, byłem w stanie doliczyć się
14000 rękopisów Nowego Testamentu. W międzyczasie
przeglądałem i uzupełniałem materiały zawarte w książce
- z powodu wielu nowych odkryć dokonanych w
prezentowanych w niej dziedzinach. Teraz wiem o istnieniu
24633 rękopisów Nowego Testamentu.
Znaczenie tej liczby rękopisów uwiarygodniających Nowy
Testament jest jeszcze większe, gdy uświadomimy sobie,
że drugie miejsce pod tym względem w całej historii
zajmuje Iliada Homera, która ma 643 przetrwałe do
naszych czasów manuskrypty.
Sir Frederick Kenyon, który był dyrektorem i głównym
bibliotekarzem w British Museum a także jednym z czołowych
rzeczoznawców starożytnych rękopisów, napisał:
"Okres między powstaniem oryginału a najwcześniejszymi
przetrwałymi do naszych czasów kopiami staje się tak
krótki, że właściwie nie ma on żadnego znaczenia. I
w ten sposób została usunięta ostatnia podstawa dla
jakichkolwiek wątpliwości, że Pismo Święte nie dotarło
do nas w swej istotnej treści takie, jakie zostało
zapisane. Zarówno autentyczność, jak i wiarygodność
ksiąg Nowego Testamentu mogą być uważane za
ostatecznie stwierdzone".
F. F. Bruce dokonuje następującego spostrzeżenia:
"Materiał dowodowy dla Nowego Testamentu jest o
wiele lepszy niż dla wielu pism autorów klasycznych, których
autentyczności nikomu się nie śni kwestionować".
Stwierdza także: "Gdyby Nowy Testament był zbiorem
pism świeckich, ich autentyczność byłaby powszechnie
uważana za nie pozostawiającą ani cienia wątpliwości".
Dzisiejsi krytycy formaliści (zwolennicy tzw.
Formgeschichte - przyp. red.) bronią tezy, że pierwotny
Kościół stworzył "powiedzenia" i "wydarzenia"
z życia Jezusa. Inni twierdzą, że fakty związane z życiem
Jezusa były zapisane tak długo później, że musiały
ulec zniekształceniu. Tak więc rzekomo nie posiadamy
wiarygodnego zapisu autentycznych słów i czynów
Chrystusa.
Krótki okres
Co powiedzieć na odparcie tych zarzutów? Istnieje
wiele powodów, dla których możemy mieć przekonanie,
że posiadamy dzisiaj wiarygodny zapis rzeczywistych słów
Jezusa i wydarzeń z Jego życia. Pierwszym takim powodem
jest fakt, że odkrycia rękopisów i następujące po
nich badania historyczne wykazały, iż okres, który upłynął
od życia Jezusa na ziemi do spisania Nowego Testamentu,
jest zbyt krótki, aby przedstawione w nim wydarzenia
uległy zniekształceniu.
Dr Paul L. Maier, profesor historii starożytnej na
Western Michigan University, pisze: "Argumenty,
jakoby chrześcijaństwo tworzyło mit Wielkanocy w ciągu
bardzo długiego czasu lub że źródła zostały spisane
wiele lat po wydarzeniach, są po prostu niezgodne z
faktami".
Analizując twierdzenia krytyków formalistów na temat późnego
powstania ksiąg Nowego Testamentu, Albright napisał:
"Tylko współcześni uczeni, którzy nie stosują
ani metody historycznej, ani perspektywy, mogli wysnuć
taką sieć spekulacji, w którą zwolennicy
Formgeschichte zaplątali tradycję ewangeliczną".
Następnie dodał, że "okres od dwudziestu do pięćdziesięciu
lat jest zbyt krótki, aby doszło do jakichkolwiek
dostrzegalnych zafałszowań pierwotnej treści, a nawet
przekręcenia oryginalnych sformułowań użytych przez
Jezusa".
Millar Burrows z Uniwersytetu Yale powiedział o
wiarygodności manuskryptów Nowego Testamentu: "Innym
rezultatem porównania greckiego Nowego Testamentu z językiem
papirusów jest wzrost pewności co do rzetelności
przekazu samego tekstu". Burrows pisze również:
"Tekst był przekazywany z godną uwagi wiernością,
nie ma więc potrzeby powątpiewać w cokolwiek, co jest
związane z zawartą w nim nauką".
Howard Vos, badacz, stwierdza: "Z punktu widzenia
dowodu literackiego jedynym logicznym wnioskiem jest
stwierdzenie, że rzetelność Nowego Testamentu jest
nieskończenie większa niż jakiegokolwiek innego zapisu
starożytnego".
Relacje naocznych świadków
Drugim powodem uznawania wiarygodności
nowotestamentowych opisów życia Chrystusa jest fakt, że
były one spisane przez naocznych świadków lub na
podstawie ich własnych słów.
Dr Louis Gottschalk, historyk, pisze o badaniu rzetelności
źródła: "Zdolność świadka do powiedzenia
prawdy zależy w części od jego bliskości wobec
wydarzenia. Bliskość jest tutaj rozumiana w sensie zarówno
geograficznym, jak i czasowym".
Pisarze Nowego Testamentu stwierdzają: "Nie za wymyślonymi
bowiem mitami postępowaliśmy wtedy, gdy daliśmy wam
poznać moc i przyjście Pana naszego Jezusa Chrystusa,
ale nauczaliśmy jako naoczni świadkowie Jego wielkości".
A także, że Jezus "(...) po swojej męce dał
wiele dowodów, że żyje: ukazywał się im przez
czterdzieści dni (...)". Św. Łukasz, lekarz,
napisał: "Wielu już starało się ułożyć
opowiadanie o zdarzeniach, które się dokonały pośród
nas, tak jak nam je przekazali ci, którzy od początku
byli naocznymi świadkami (...) Postanowiłem więc i ja
zbadać dokładnie wszystko od pierwszych chwil i opisać
ci po kolei (...)".
Chociaż naoczni świadkowie zajmują ważne miejsce w
procesie sądowym, wartość ich świadectwa jest
oceniana w świetle takich czynników, jak: upływ czasu
od momentu zdarzenia, odległość od obserwowanych
wypadków, stresy, strach itp.
Czynniki psychologiczne
Dr Elizabeth S. Loftus, profesor psychologii
Uniwersytetu Waszyngtońskiego, pisze: "Ludzie, którzy
są świadkami wydarzeń wywołujących strach, pamiętają
ich szczegóły mniej dokładnie niż szczegóły innych,
zwyczajnych wydarzeń. Stres może także wpłynąć na
niezdolność człowieka do przypomnienia sobie czegoś
zaobserwowanego czy nauczonego podczas okresu względnego
spokoju".
Wnioski dr Loftus potwierdzają prawdziwość relacji
naocznych świadków widzących Jezusa Chrystusa po Jego
zmartwychwstaniu. Spotkania te nie były przelotnymi
mignięciami kogoś obcego w ciemnej alei. Wyznawcy
Jezusa spędzali czas z kimś, kogo znali i kochali.
Chociaż na pewno towarzyszyło im napięcie (Jezus musiał
ich uspokoić, by się nie bali), wraz z powtarzaniem się
ukazań Zmartwychwstałego (ukazywał im się przez
czterdzieści dni) stawali się coraz pewniejsi Jego tożsamości.
Choć wielka liczba naocznych świadków nie jest jeszcze
stuprocentową gwarancją rzetelności przekazów
nowotestamentowych, bardzo ryzykowne byłoby twierdzić,
że każdy z nich popełnił tę samą pomyłkę w
identyfikacji Jezusa. Relacje tych, którzy widzieli
Chrystusa żywego po Jego zmartwychwstaniu, dla sądu byłyby
bardzo przekonujące, zwłaszcza zważywszy na ich dokładność
i obszerność.
Reguła pogłoski
Handbook of the Law of Evidence (Podręcznik prawa
dowodowego) McCormicka, doskonały traktat o analizie
materiału dowodowego, stwierdza, że naleganie systemu
prawa na korzystanie jedynie z najrzetelniejszych źródeł
informacji jest najlepiej widoczne w regule, która
domaga się, by świadek dowodzący jakiegoś faktu zmysłowego
miał możliwość zaobserwowania go i rzeczywiście go
zaobserwował.
Istotą tej "reguły pogłoski" jest to, że
"pogłoska" nie jest przyjmowana jako dowód w
sądzie. Federalne zasady postępowania dowodowego
stwierdzają, że świadek musi wykazać prawdziwość
tego, o czym posiada wiedzę z pierwszej ręki, nie tego,
o czym dowiedział się pośrednio z innych źródeł.
Dr Montgomery stwierdza, że z prawnego punktu widzenia
dokumenty Nowego Testamentu spełniają wymagania
pierwszorzędnego źródła materiału dowodowego.
Montgomery pisze, że relacje zawarte w Nowym Testamencie
"w pełni znajdują potwierdzenie w ciągłych
uroczystych oświadczeniach autorów, że przedstawiają
to, >(...) cośmy usłyszeli (...), co ujrzeliśmy własnymi
oczami, na co patrzyliśmy i czego dotykały nasze ręce
(...)<".
Wiedza z pierwszej ręki
Według św. Mateusza, autora jednej z Ewangelii,
pierwszymi osobami, które usłyszały o zmartwychwstaniu
Jezusa były Maria Magdalena i "druga Maria".
Powiedział im o tym anioł siedzący na kamieniu obok
grobu. Gdyby te dwie kobiety, chcąc udowodnić
zmartwychwstanie Jezusa, zeznawały w sądzie, powołując
się na słowa anioła, byłaby to pogłoska i nie zostałaby
uznana za dowód. Lecz nie prawdomówność anioła byłaby
podana w wątpliwość - "reguła pogłoski"
kwestionuje wiarygodność, a może i uczciwość, osoby
powtarzającej czyjąś opowieść.
Problem ten zostaje jednak rozwiązany przez osobiste
ukazanie się Jezusa kobietom. Ponieważ zdobyły one w
ten sposób wiedzę z pierwszej ręki na temat
zmartwychwstania Jezusa, byłyby kompetentne do świadczenia
w sądzie. Nie były wprawdzie świadkami samego
wydarzenia, lecz to, że widziały jego skutek,
wystarczająco usprawiedliwia ich wniosek, że miało
miejsce zmartwychwstanie.
Św. Mateusz krótko opisuje ukazanie się Jezusa także
jedenastu uczniom. Fakt, że widzieli Chrystusa żywego
osobiście, stawia ich poza zasięgiem "reguły pogłoski".
Św. Łukasz przedstawia nam opis ukazania się Jezusa dwóm
uczniom, którzy szli do Emaus. Zademonstrowali oni, jak
łatwo pogłoska może być uznana za wątpliwy dowód -
nie uwierzyli słowom kobiet. Wiedzieli, że grób jest
pusty, ale to czy Chrystus rzeczywiście żył, było
niepewne, ponieważ "(...) Jego nie widzieli".
Dopóki Jezus nie pokazał się tym ludziom, nie mogli
oni uwierzyć.
Ewangelia wg św. Łukasza - podobnie jak wg św.
Mateusza i św. Marka - kończy się spotkaniem
zmartwychwstałego Chrystusa ze wszystkimi uczniami.
Jezus był na pewno świadom podejrzeń, które zazwyczaj
budzi pogłoska. Często trudno nam uwierzyć w coś,
czego doświadczył ktoś inny, a jeszcze trudniej w coś,
o czym ktoś tylko słyszał.
Za najlepszy przykład może nam posłużyć postawa św.
Tomasza. Pomimo że ludzie, którzy opowiadali Tomaszowi
o ukazaniu się Jezusa, byli mu prawdopodobnie bliżsi niż
ktokolwiek inny, zmartwychwstanie Jezusa wydawało mu się
nieprawdopodobne. Chciał, zanim się zaangażuje, mieć
wiedzę z pierwszej ręki.
Pisemne relacje
Czy pisemne relacje świadków, które posiadamy, są
wiarygodne? Federalne zasady postępowania dowodowego
stwierdzają, że pisemne świadectwa są do przyjęcia,
jeżeli można wykazać, iż: "zostały wykonane lub
przyjęte za własne przez świadka, gdy sprawa była
jeszcze świeża w jego pamięci i że właściwie
przekazują posiadaną przez niego wiedzę". Ktoś
może wątpić, czy św. Mateusz i św. Jan zapisali
swoje obserwacje wtedy, gdy były jeszcze świeże w ich
pamięci. Nie wiemy, jak szybko po wydarzeniach, których
byli świadkami, uczniowie ci napisali swoje Ewangelie.
Niezależnie jednak od tego, kiedy to nastąpiło,
przekonujący jest argument, że zobaczenie żywym człowieka,
którego śmierć widzieli trzy dni wcześniej, nie jest
możliwe do zapomnienia.
Nietrudno wyobrazić sobie uczniów mówiących po latach:
"Pamiętam to tak, jakby się wydarzyło wczoraj".
Obecność naocznych świadków
Trzecim powodem dla przyjęcia historycznej rzetelności
nowotestamentowych opisów zmartwychwstania Jezusa jest
fakt, że krążyły one za życia tych, którzy byli
jego świadkami. Tak więc prawdziwość tych opisów mogła
być przez nich potwierdzona lub odrzucona.
Gdy ludzie, którzy napisali Nowy Testament, uzasadniali
wiarygodność Ewangelii, odwoływali się do powszechnej
znajomości faktów towarzyszących zmartwychwstaniu. Św.
Piotr wzywał swoich słuchaczy: "Mężowie
izraelscy, słuchajcie tego, co mówię: Jezusa
Nazarejczyka, Męża, którego posłannictwo Bóg
potwierdził wam niezwykłymi czynami, cudami i znakami,
jakich Bóg przez Niego dokonał wśród was, o czym sami
wiecie".
Obecność wrogich naocznych świadków
Innym powodem, dla którego nie mogło być miejsca na
mity, legendy czy nierzetelności w opisach życia i
nauczania Chrystusa, jest to, że przekazywane one były
wśród ludzi znających przebieg wydarzeń, lecz bardzo
wrogo nastawionych do nowego ruchu - chrześcijaństwa.
Jednym z pierwszorzędnych sposobów oceny wiarygodności
świadka jest ponowne przesłuchanie go przez stronę
przeciwną, ponieważ wzięcie go w krzyżowy ogień pytań
umożliwia sprawdzenie jego prawdomówności i ujawnia możliwe
uprzedzenia lub przesądy.
Sędzia Ruffin przedstawia zasadę "krzyżowego
ognia pytań": "Wszystkie procesy opierają się
na zasadzie, że ludzkiemu świadectwu należy się pewna
wiarygodność i że ta wiarygodność wzrasta i staje się
bardziej niezachwiana w miarę jak świadek jest
poddawany dokładnemu i badawczemu przesłuchiwaniu przez
stronę przeciwną".
Na temat znaczenia "wrogich świadków" przy
zastosowaniu zasady "krzyżowego ognia pytań"
wobec świadków zmartwychwstania pisze profesor prawa dr
John Montgomery: "(...) ta reguła podkreśla
rzetelność świadectwa o zmartwychwstaniu Chrystusa, które
było przedstawiane w synagogach w tym samym czasie, w którym
miały miejsce wydarzenia, o jakich świadczono - w samym
centrum przeciwników, między wrogimi ludźmi, biorącymi
świadków w krzyżowy ogień pytań, którzy z pewnością
zniszczyliby chrześcijaństwo, gdyby fakty przedstawiały
się inaczej".
F. F. Bruce, profesor krytyki i egzegezy biblijnej
Uniwersytetu Manchester, mówi na temat znaczenia badań
relacji zawartych w Nowym Testamencie, prowadzonych przez
natarczywych przeciwników: "Gdyby istniała
jakakolwiek tendencja do odchodzenia od faktów w jakiejś
istotnej sprawie, obecność wrogich świadków wśród słuchaczy
służyłaby jako czynnik korygujący".
Istnieją trzy typy świadectw historycznych: obserwacja,
przypominanie i zapis. Zagorzali wrogowie nowego ruchu,
koncentrującego się wokół Jezusa, byli gotowi rzucić
wyzwanie każdemu zbyt gorliwemu Jego wyznawcy, który
chciałby przypisać Mu jakiś nie dokonany cud albo upiększyć
jakąś historię dla uczynienia Chrystusa bardziej
atrakcyjnym. Ci wrodzy świadkowie byli gotowi poprawić
każde zniekształcenie "obserwacji, przypomnienia i
zapisu" - wszystkiego, co Jezus robił i czego
nauczał.
Stan Gundry, teolog, pyta: "Czy jest możliwe, by
pozwolili oni, aby fałszywe relacje zostały uznane za
fakty z życia Jezusa, które również oni tak dobrze
znali? Chrześcijaństwo naraziłoby się na śmieszność,
gdyby stwarzało takie historie dla przyspieszenia
swojego rozwoju".
Apostołowie, którzy z pewnością pragnęli oddawać
cześć Panu, nie przypisywaliby Mu nieprawdziwych słów
i czynów. Co więcej, setki ludzi w pierwotnym Kościele
musiały być potężnym czynnikiem utrzymującym przekaz
w zgodzie z faktami.
Potwierdzenie przez archeologię
Louis Gottschalk pisze, że ogólna wiarygodność
autora lub dokumentu jest uzależniona od: "znajomości
prawdomówności autora, braku wewnętrznych sprzeczności
w dokumencie, braku sprzeczności z innymi źródłami,
wolności od anachronizmów i zgodności świadectwa
autora z innymi znanymi faktami".
Innymi słowami, "zgodność z innymi znanymi
faktami historycznymi (geograficznymi) lub naukowymi jest
często decydującym testem dowodowym; nieważne, czy dowód
pochodzi od jednego, czy od większej liczby świadków".
William Ramsay, jeden z największych archeologów świata,
był uczniem niemieckiej szkoły historycznej dziewiętnastego
wieku. Dopóki nie rozpoczął topograficznych badań
Azji Mniejszej, które skłoniły go do zastanowienia się
nad pismami św. Łukasza, był głęboko przekonany, że
księga Dziejów Apostolskich powstała w połowie
drugiego wieku po Chrystusie. W rezultacie rozważenia
obszernego materiału dowodowego, który odkrył w swoich
badaniach, był zmuszony zmienić swoje przekonania.
Rzetelność św. Łukasza
Ramsay stwierdził po trzydziestu latach badań, że
"Łukasz jest pierwszorzędnym historykiem. Nie
tylko jego opisy są faktycznie wiarygodne (...) [lecz]
człowiek ten powinien być postawiony w jednym rzędzie
z największymi historykami".
Kiedyś uważano, że św. Łukasz na określenie władz
Filippi niewłaściwie używa słowa praetor. Według
"uczonych", którzy tak utrzymywali, miastem
zarządzało dwóch duumviris. A jednak, jak zwykle, św.
Łukasz miał rację. Odkrycia wykazały, że tytuł
praetor przysługiwał zarządcom rzymskich kolonii.
Użycie przez Łukasza słowa proconsul jako tytułu
Galliona także okazało się właściwe, jak wykazała
inskrypcja z Delf, której część brzmi: "jak
Lucius Junius Gallio, mój przyjaciel i prokonsul Achai
(...)".
Ta inskrypcja z Delf (z roku 52) pozwala na dokładne
umiejscowienie w czasie półtorarocznej posługi św.
Pawła w Koryncie, ponieważ z innych znanych źródeł
dowiadujemy się, że Gallio rozpoczął urzędowanie
pierwszego czerwca, że urzędował tylko jeden rok i że
ten rok pokrywał się z działalnością Pawła w
Koryncie.
Publiusza, zarządcę Malty, św. Łukasz nazywa dosłownie
"namiestnikiem wyspy". Odkryto inskrypcje, które
również określają Publiusza tym tytułem.
Innym przykładem rzetelności św. Łukasza jest posłużenie
się przez niego słowem "politarch" na określenie
cywilnych władz Tesaloniki. Ponieważ słowo to nie
pojawiało się w literaturze klasycznej, znowu uznano,
że Łukasz jest w błędzie. Dotychczas odkryto już
jednak dziewiętnaście inskrypcji, które zawierają ten
tytuł. Interesujące, że pięć spośród nich odnosi
się do władz Tesaloniki.
Archeolodzy początkowo kwestionowali stwierdzenie św.
Łukasza, że Listra i Derbe znajdowały się w Likaonii,
a Ikonium nie. Opierali oni swoje przekonania na pismach
Rzymian, np. Cycerona, który umieszczał Ikonium w
Likaonii. Tak więc archeolodzy mówili, że księga
Dziejów Apostolskich jest nierzetelna. William Ramsay
odnalazł jednak monument, który wymieniał Ikonium jako
miasto frygijskie. Późniejsze odkrycia potwierdziły to.
Wśród wielu szczegółów historycznych podanych przez
św. Łukasza znajduje się wzmianka o Lizaniaszu,
tetrarsze Abileny, wiążąca się z początkiem posługi
Jana Chrzciciela w roku 27. Jedynym Lizaniaszem znanym
historykom starożytności był ten, który został
zabity w 36 roku przed narodzeniem Chrystusa. Pewna
inskrypcja odkryta w pobliżu Damaszku mówi jednak o
"wyzwoleniu Lizaniasza tetrarchy" i jest
datowana między 14 a 29 rokiem po narodzeniu Chrystusa.
Nic dziwnego, że profesor E. M. Blaiklock, wykładowca
klasyki na Uniwersytecie Auckland, stwierdza: "Łukasz
jest doskonałym historykiem, godnym ustawienia w jednym
rzędzie z wielkimi pisarzami Greków".
Prawdziwy obraz
F. F. Bruce zauważa: "Tam, gdzie Łukasz był
podejrzewany o niedokładności, a dokładność została
potwierdzona przez świadectwa pochodzące z inskrypcji,
można powiedzieć, że archeologia potwierdziła zapis
Nowego Testamentu".
Bruce dodaje na temat historycznej rzetelności Łukasza:
"Człowiek, którego rzetelność została wykazana
w sprawach, które jesteśmy w stanie sprawdzić, będzie
prawdopodobnie równie rzetelny także tam, gdzie nie
mamy sposobu sprawdzenia go. Rzetelność jest nawykiem
umysłu i wiemy ze szczęśliwych (lub nieszczęśliwych)
doświadczeń, że rzetelność niektórych ludzi jest
nawykiem, podczas gdy co do innych możemy być pewni, że
nie będą rzetelni. Pisma Łukasza pozwalają uznać go
za pisarza, którego nawykiem jest rzetelność".
Możemy więc wnioskować, że Nowy Testament daje nam
rzetelny portret Chrystusa. Ta historyczna relacja o Nim
nie może być odrzucona jako zapis czyichś wymysłów,
historycznej manipulacji czy zabiegów literackich.
Podsumowanie
W mojej próbie obalenia chrześcijaństwa dokonałem
dziewięciu ważnych obserwacji:
1. Istnieją obszerne historyczne, literackie i
prawne świadectwa potwierdzające zmartwychwstanie
Jezusa Chrystusa.
2. Jezus Chrystus sam zapowiedział, że trzeciego
dnia zmartwychwstanie.
3. Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa jest tym
jedynym faktem, na którym opiera się chrześcijaństwo.
4. Wiara chrześcijańska nie jest "skokiem w
ciemność", lecz opiera się na inteligentnym
rozumowaniu.
5. Choć nie jest to uczciwe, wiele osób wyklucza
możliwość zmartwychwstania z powodu swego
uprzedzenia wobec cudów.
6. Uczniowie Jezusa nie byli ignorantami - znali różnicę
między faktem a fabułą.
7. Metoda przyrodnicza nie może być wykorzystana
do badania zmartwychwstania Jezusa, ponieważ nie można
powtórzyć wydarzeń historycznych w obecności
badaczy.
8. Przy badaniu sprawy zmartwychwstania Jezusa
Chrystusa muszą być zastosowane te same kryteria,
co przy badaniu innych wydarzeń historycznych.
9. Istnieje obfitość naukowego materiału
dowodowego dla wykazania, że Nowy Testament (główne
źródło informacji na temat zmartwychwstania Jezusa)
może wytrzymać najbardziej surowy test
przeprowadzony według reguł badania świadectw i
według odkryć nowoczesnej archeologii.
[ Spis
treści ]
|