 |
1.
Zmagania
Miałem niewiele kłopotów, wielu przyjaciół,
ogromne sukcesy; zmieniałem żony i domy; zwiedzałem różne
kraje świata - lecz mam już dość zastanawiania się
nad tym, jak zapełnić dwadzieścia cztery godziny każdego
dnia.
Ralph Barton, karykaturzysta - notatka napisana
przed popełnieniem samobójstwa
Siedzę w moim domu w Buffalo i czasami jestem tak
samotny, że aż trudno uwierzyć. Życie okazało się
dla mnie tak hojne - mam wspaniałą żonę, cudowne
dzieci, pieniądze, zdrowie - i jestem samotny i znudzony...
Często zastanawiam się nad tym, dlaczego tak wielu
bogatych ludzi popełnia samobójstwo? Pieniądze na
pewno nie załatwiają wszystkiego.
O. J. Simson, milioner, gwiazda amerykańskiego
futbolu - "People Magazine", 12.06.1978 r.
Dlaczego, gdy na swoich wykładach stawiam trzy proste
pytania: "Kim jesteś?", "Dlaczego jesteś
właśnie tutaj?", "Dokąd zmierzasz?", w
każdej prawie grupie słuchaczy zapada kłopotliwa
cisza?
Rozpoczęcie poszukiwań
Jako student uniwersytetu również nie potrafiłem
odpowiedzieć na te pytania. Może ty także nie
potrafisz. Lecz ja bardzo chciałem. Jak każdy człowiek
pragnąłem, by moje życie miało znaczenie. Chciałem
być najszczęśliwszą osobą na świecie. Cóż mogło
być w tym złego, skoro moje szczęście nie byłoby
przyczyną nieszczęścia kogoś innego?
Szczęście
Niedawno byłem ze starym przyjacielem na przejażdżce
motocyklem. Rozmawialiśmy, śmialiśmy i radowaliśmy się.
Cieszę się życiem. Śmieję się często i mówię
ludziom dokładnie to, co myślę. Lekarz powiedział mi,
że właśnie dlatego nigdy nie będę miał wrzodów żołądka.
W pewnej chwili zaczęły nas wyprzedzać dwie kobiety we
wspaniałej limuzynie marki Lincoln Continental. Siedziały
sztywne i przyglądały się nam. Nagle kobieta siedząca
bliżej nas otworzyła swoje okno. "Jakim prawem
jesteście tacy szczęśliwi!?" - krzyknęła. Zanim
zdążyliśmy coś odrzec, zasunęła szybę. Tymczasem
odpowiedź na jej pytanie jest prosta: chcę być szczęśliwy
i znalazłem na to sposób.
Wolność
Jeszcze bardziej pragnąłem wolności. Chciałem być
jednym z najbardziej wolnych ludzi na tym świecie. Dla
mnie wolność nie jest robieniem wszystkiego, czego
zapragnę. Każdy tak może i wielu tak postępuje. W
moim pojęciu wolność to posiadanie mocy do czynienia
tego, o czym wiem, że powinienem to robić. Według tej
definicji większość ludzi nie jest wolna. Wiedzą, co
powinni robić, ale nie mają do tego mocy. Jako student
byłem jednym z nich.
Religia
Rozpocząłem poszukiwania szczęścia i wolności.
Wydaje się, że prawie każdy jest wyznawcą jakiejś
religii, więc zacząłem chodzić na nabożeństwa.
Chodziłem rano, po południu i wieczorem. Lecz musiałem
trafić do niewłaściwej wspólnoty. Czułem się z nimi
gorzej niż bez nich.
Będąc człowiekiem praktycznym, zwykłem odrzucać
wszystko, co się nie sprawdzało. Tak więc odrzuciłem
religię. Nadal jednak wierzyłem w Boga.
Pozycja
Zacząłem się zastanawiać, czy nie chodzi o pozycję
w środowisku. Może gdybym został przywódcą, znalazł
jakąś ideę i oddał się jej bez reszty, stał się sławny,
może to dałoby mi szczęście i wolność?
Na pierwszym uniwersytecie, na którym studiowałem,
przywódcy studenccy byli bardzo ważni. Wziąłem więc
udział w wyborach i zwyciężyłem.
Wspaniale było podejmować decyzje, wydawać studenckie
i uniwersyteckie pieniądze, znać wszystkich i być
znanym każdemu. Lecz tak jak ze wszystkim czego próbowałem,
teraz także coś było nie w porządku. Budziłem się w
poniedziałek rano (zazwyczaj z bólem głowy po
hulankach poprzedniej nocy) i myślałem: "No tak,
znowu następne pięć dni". Ledwie mogłem przetrwać
od poniedziałku do piątku. Szczęście kręciło się
wokół trzech nocy: piątkowej, sobotniej i niedzielnej.
Jak w błędnym kole.
Zniechęcenie
Ależ ja ich nabierałem na tym uniwersytecie! Wszyscy
myśleli, że jestem jednym z najszczęśliwszych facetów
w ich otoczeniu. Podczas kampanii wyborczej moim hasłem
było "Szczęście to Josh!" Wydałem więcej
studenckich pieniędzy na urządzanie dyskotek niż
ktokolwiek inny. Lecz moje szczęście było takie, jak
wielu innych ludzi: zależało od okoliczności życia.
Gdy sprawy układały się pomyślnie i ja czułem się
dobrze. Gdy coś się waliło, czułem się fatalnie.
Byłem miotany falami okoliczności jak łódź na
oceanie. Wszyscy wokół mnie żyli w ten sam sposób.
Wykładowcy mogli mi powiedzieć, jak znaleźć lepszy
zarobek, lecz nie potrafili doradzić, jak lepiej żyć.
Zewsząd słyszałem, co powinienem robić, lecz nikt nie
mógł dać mi do tego sił.
Zaczynało mnie ogarniać zniechęcenie.
Zmagania nie ustają
Niewielu studentów i uczniów szkół średnich w
moim kraju było bardziej szczerze niż ja oddanych
poszukiwaniu znaczenia, prawdy i celu życia. Ciągle
jednak wymykały mi się one.
Właśnie wtedy zauważyłem małą grupę - ośmiu
studentów i dwóch wykładowców. Ich życie było inne.
Wydawało się, że oni wiedzą, dlaczego wierzą w to, w
co wierzą.
Lubię przebywać wśród takich ludzi. Nie martwię się,
gdy inni się ze mną nie zgadzają. Niektórzy z moich
najbliższych przyjaciół nie podzielają pewnych moich
przekonań, lecz mimo to bardzo ich cenię. (Może
dlatego, że osób mających własne sprecyzowane poglądy
jest tak niewiele.) Wyglądało na to, że ci, którzy
zwrócili moją uwagę, wiedzieli, dokąd zmierzają -
inaczej niż większość studentów.
Miłość
Ci ludzie nie tylko mówili o miłości; oni ją
manifestowali. Wydawało się, że szybują ponad
okolicznościami uniwersyteckiego życia, podczas gdy
wszyscy inni zdawali się nim przytłoczeni. Wtedy też
zauważyłem ich szczęście. Podejrzewałem, iż mają
stałe, wewnętrzne źródło radości. Oczywiste było
dla mnie, że mają coś, czego ja nie miałem.
Jak każdy przeciętny student i ja chciałem mieć to,
co inni. (Dlatego właśnie przed gmachem uczelni musisz
zamykać na kłódkę swój rower - ktoś mógłby go
zapragnąć.) Gdyby wykształcenie było rzeczywiście
odpowiedzią na problemy ludzkości, studenci stanowiliby
prawdopodobnie najbardziej moralną część społeczeństwa.
Tak jednak nie jest. Zapragnąłem tego, co zobaczyłem,
więc zdecydowałem się zaprzyjaźnić z tymi intrygującymi
ludźmi.
Dwa tygodnie później siedzieliśmy w lokalu klubu
studenckiego. Wywiązała się rozmowa na temat Boga. Gdy
nie masz w sercu pokoju, a rozmowa ukierunkowuje się na
osobę Boga, szykujesz front obronny i zajmujesz postawę:
"Aaa... chrześcijaństwo. Ha, ha, ha... Ono jest
dla słabeuszy. Jest nienaukowe."
Wyzwanie
Ta rozmowa męczyła mnie. Nie chciałem jednak, by
inni pomyśleli, że się wycofuję. Jedna ze studentek
była ładną dziewczyną. (Zawsze myślałem, że
wszystkie chrześcijanki są brzydkie.) Zapytałem ją więc:
- Powiedz mi, co przemieniło wasze życie? Dlaczego ono
różni się od życia innych studentów i profesorów na
tym uniwersytecie?
Młoda studentka musiała mieć mocne przekonanie.
Spojrzała mi prosto w oczy i bez uśmiechu powiedziała
dwa słowa, których nigdy nie spodziewałbym się usłyszeć
jako rozwiązanie jakiegoś problemu. Odparła:
- Jezus Chrystus.
- O nie! Nie wciskaj mi tych śmieci o religii -
odpowiedziałem.
- Nie powiedziałam "religia". Powiedziałam
"Jezus Chrystus" - odrzekła.
Akcentowała coś, czego nigdy przedtem sobie nie uświadamiałem.
Chrześcijaństwo nie jest religią. Religia jest bowiem
ludzkim staraniem dotarcia do Boga poprzez dobre czyny.
Chrześcijaństwo natomiast to Bóg przychodzący do
ludzi przez Jezusa Chrystusa, oferujący im osobistą więź
ze sobą.
Na wyższych uczelniach jest prawdopodobnie więcej ludzi
mających błędne wyobrażenia na temat chrześcijaństwa
niż gdziekolwiek indziej. Kiedyś na seminarium
magisterskim spotkałem wykładowcę, który powiedział:
- Każdy, kto chodzi do kościoła, jest chrześcijaninem.
- Czy chodzenie do garażu uczyni z kogoś samochód? -
zapytałem. Między jednym a drugim nie ma przecież żadnego
związku. Człowiek staje się chrześcijaninem, poprzez
pokładanie osobistego zaufania w Chrystusie.
Moi nowi przyjaciele wezwali mnie do intelektualnego
zbadania twierdzeń, że Jezus jest Synem Boga; że przyjąwszy
ludzkie ciało, żył między ludźmi i umarł na krzyżu
za grzechy ludzkości; że został pogrzebany i
zmartwychwstał po trzech dniach, i że może przemienić
życie człowieka teraz, u schyłku dwudziestego wieku.
Intelektualne samobójstwo
Myślałem, że to jakaś farsa. Mówiąc prawdę,
dotychczas uważałem chrześcijan za gatunek bezmózgowców.
Często w czasie dyskusji rozdzierałem ich na strzępy.
Tymczasem ci ludzie stawiali przede mną swoje wezwanie
ciągle na nowo. W końcu je podjąłem. Zrobiłem to z
powodu pychy - aby ich pokonać. Nie przypuszczałem
nawet, że istnieje materiał dowodowy dotyczący osoby
Jezusa, który człowiek może ocenić intelektem.
Po długim czasie badań i studiów mój umysł doszedł
jednak do wniosku, że Jezus Chrystus musiał być tym,
za kogo się podawał. Właśnie te dociekania, mające
na celu obalenie chrześcijaństwa, dostarczyły materiału
do moich pierwszych dwóch książek. Skoro nie mogłem
go obalić, w końcu zostałem chrześcijaninem.
Dotychczas spędziłem kilkanaście lat dokumentując,
dlaczego wierzę, że chrześcijaństwo i wiara w Jezusa
Chrystusa są intelektualnie uzasadnione.
Jedną z kluczowych dziedzin moich badań było
zmartwychwstanie. Pewien student na uniwersytecie w
Urugwaju powiedział kiedyś do mnie:
- Profesorze McDowell, dlaczego nie mógł pan
intelektualnie obalić chrześcijaństwa?
- Z bardzo prostego powodu - odparłem. - Nie byłem w
stanie zaprzeczyć pewnemu wydarzeniu w historii -
zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa.
Po ponad tysiącu godzin spędzonych na studiowaniu tego
tematu i dokładnym rozważaniu jego podstaw byłem
zmuszony przyznać, że zmartwychwstanie Chrystusa jest
albo jedną z najbardziej żałosnych, okrutnych i
bezlitosnych bujd, jakie kiedykolwiek wciskano ludziom,
albo najwspanialszym faktem historycznym.
Kluczowy problem
Problem zmartwychwstania przesuwa pytanie: "Czy
chrześcijaństwo jest prawdziwe?" z dziedziny
filozofii w dziedzinę historii. Czy chrześcijaństwo ma
podłoże możliwe do zaakceptowania z historycznego
punktu widzenia? Czy istnieje wystarczający materiał
dowodowy upoważniający do wiary w zmartwychwstanie?
Oto niektóre fakty historyczne związane z kwestią
zmartwychwstania: Jezus z Nazaretu, żydowski prorok,
twierdził, że jest Chrystusem zapowiedzianym w żydowskich
Pismach Świętych. Został aresztowany, osądzony jako
przestępca polityczny i ukrzyżowany. Trzy dni po Jego
śmierci i pogrzebie kilka kobiet poszło do grobu i nie
znalazło tam Jego ciała. Uczniowie ogłosili, że Bóg
wskrzesił Go z martwych i że Jezus, przed wstąpieniem
do nieba, ukazywał im się w różnych okolicznościach.
Opierając się na tych relacjach chrześcijaństwo
rozwinęło się na całe Imperium Rzymskie, a potem
stopniowo docierało do wszystkich krajów ówczesnego świata.
Przez wieki wywierało wielki wpływ na ludzkość i
wywiera po dzień dzisiejszy.
Czy zmartwychwstanie rzeczywiście się wydarzyło? Czy
grób Jezusa był rzeczywiście pusty? Spór wokół
odpowiedzi na te pytania trwa do dziś.
Podsumowanie
Na uniwersytecie byłem, podobnie jak wszyscy, zniechęcony
poszukiwaniami prawdziwego źródła szczęścia i wolności.
Spotkałem małą grupę studentów i wykładowców, którzy
twierdzili, że Jezus Chrystus przemienił ich życie. Słuchałem
ich tylko dlatego, że tę miłość, o której mówili,
manifestowali w swoim życiu. Jako sceptyk przyjąłem
ich wyzwanie, by zbadać intelektualnie twierdzenia, że
Jezus Chrystus jest Synem Boga, że został pogrzebany i
w trzy dni później zmartwychwstał, i że może
przemienić życie współczesnego człowieka.
Ku mojemu zdziwieniu, nie mogłem obalić chrześcijaństwa,
ponieważ nie potrafiłem bez niego wyjaśnić kluczowego
wydarzenia w historii - zmartwychwstania Jezusa Chrystusa.
Ta książka przedstawia wyniki moich wnikliwych i długotrwałych
badań nad tym najbardziej spornym tematem.
[ Spis
treści ]
|